czwartek, 1 maja 2014


                                           ROZDZIAŁ 1

                                               ~Niall~

Jak ja nie nawidze mojego szefa. Przez to, że się spóźniłem mam zostać po godzinach i pozamykać wszystko. Boże jak ja nie nawidze tej pracy. Po zamknięciu klubu zmyłem podłogę i zacząłem ustawiać krzesła, ale usłyszałem trzask. Odwróciłem się i stanąłem jak wryty. Czworo facetów w kominiarkach stało z broniami i we mnie celowali.                           
-Dawaj kasę!- krzyknął jeden                                                                                                               

- Nie.. nie… mam- zacząłem się jąkać

- Wyskakuj z kasy chyba jasno się wyraziłem!

- Tam… jest…- wskazałem palcem na bar.

- No to otwórz!- krzyknął, aż podskoczyłem

- Nie mam klucza- już powiedziałem odważniej

- A kto ma blondynku?- zapytał drugi

-  Szef- odpowiedziałem

- Gdzie jest?- zapytał trzeci

- W domu- opowiedziałem nie pewny tego co się wydarzy

-Gdzie on mieszka?- zapytał czwarty

- Na ulicy Camden Town 67

- Bierzcie go, idziemy!- krzyknął ten pierwszy

- No chodź blondynku Hazza się tobą zajmie

- Zostaw mnie… Nie zbliżaj się…- pociągnął mnie za rękę na tyły klubu.

- A teraz się zabawimy- zdjął kominiarkę, a spod niej wyłoniła się fala loków i złowieszczy uśmiech. Mam ochotę mu przywalić.

-Nie.. proszę… nie rób mi krzywdy- błagałem. Pocałował mnie bez ogródek i napierał na mnie całym ciałem, żebym oddał pocałunek, ale ja wcale nie miałem zamiaru tego robić. Chciał pogłębić pocałunek, ale mu na to nie pozwoliłem. Polizał moją wargę, ani drgnąłem. Po chwili zagryzł ją, jęknąłem, a on pogłębił pocałunek wpychając swój ohydny język w moje gardło. Oderwał sie ode mnie.

-  Pocałuj mnie- rozkazał. Chyba mu się coś główce popierdoliło

- Nie- opowiedziałem i od razu tego pożałowałem, bo jego wielka dłoń spotkała się z moim policzkiem.

- A teraz?- zapytał

- Nie…- znowu poczułem ten metaliczny smak krwi tylko z drugiej strony. Jęknąłem.

- A teraz?- nachyliłem się i go pocałowałem. Nie był to mój wymarzony pierwszy pocałunek, jaki sobie wyobrażałem, wręcz przeciwnie był obrzydliwy. Cała twarz mnie boli. Oderwał sie ode mnie.

- I co było tak źle słodziaku. Było tak od razu oszczędziłbyś sobie bólu.- złapałem się za twarz i chciałem odejść, ale znowu mnie przyciągnął do siebie.

- A ty gdzie?- zapytał

- Do domu- powiedziałem

- Nigdzie nie pójdziesz Honey. Jedziesz ze mną. Teraz jesteś mój.

- Chyba śnisz- kopnąłem go w krocze i pobiegłem do domu. Po powrocie szybko się wykąpałem i poszedłem spać. Demi pewnie znowu jest u Logana. Tyle spraw i ten cału Haza. Nie wiem co mam myśleć. Zasnąłem.

~ Zayn~

 

Szukam oferty pracy. Thomas wreszcie zasnął. Po 30-dziestu minutach szukania usłyszałem skrzypienie drzwi.

- Tato?- zapytał Thomas

- Słucham kochanie.- opowiedziałem z zaspanym uśmiechem

- Nie mogę spać. Mogę z tobą?- Zapytał

- Jasne chodź szkrabie. Znowu potwory próbowały ci zabrać pana Kapitana

- Yhym…- opowiedział

- Dobrze połóż się wygodnie. Poczytać ci coś?- zapytałem pokręcił główką na nie

- Tatuś jestem już duży.- spoważniał

- Ok.. To przytul się i śpij Hm?- Pocałowałem go w czółko i zasnęliśmy.

~Louis~

- Dobra chłopaki to chyba wszystko. Gdzie Hazza?

- Jestem…- wyłonił sie zza uliczki w której zniknął wraz z blondynem.

- A gdzie tan blondyn?- zapytał Josh

- Uciekł mi…- znajdę go… I chyba zamorduję własnymi rękami tak mnie wkurwił

- Dobra Hazz nie denerwuj się tak. Jutro go odwiedzisz w jego domu. Przecież Ed pracuje w policji. Pojedzie z tobą do niego i odda mu ten portfel. Będziesz miał pretekst, żeby z nim pogadać.

- Dobre… Skąd go masz?- zapytał

- Chyba wypadł mu jak się z nim szarpałeś- powiedziałem od razu.

- Dobra chłopaki zbieramy się, gliny jadą- powiedział Josh. Wpadliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.

- Chłopaki podwieźcie mnie pod willę . Dzieciaki pewnie już śpią.

- Ok. Pewnie Eleanor znowu w klubie co?- zapytał Hazz

- Ta… Mam już tego dość. Nie podoba mi się, że zostawia zawsze dzieci same. Zastanawiam się czy tego nie zakończyć.

- Co ty mówisz Lou, a dzieci wiesz, że nienawidzę El za to, ale pomyśl o dzieciach.

- Wiem Hazz, ale

- Wiesz, że może zabrać ci dzieci i połowę majątku- zapytał

- Nie, bo kto jest najlepszy i ma kasę? Ja- powiedziałem wskazując na siebie kciukami z zaciszem na twarzy

- Jak zawsze pewny siebie LouLou. Takiego ciebie poznałem i mam nadzieję, że tak pozostanie.- powiedział Hazz ze śmiechem. Zatrzymali się pod willą.

- Dobra chłopaki, dzięki. To do jutra w korporacji.- pożegnałem się i weszłam do mojej willi.

- Jestem- krzyknąłem. Jak zawsze pusto.

- Dobry wieczór Panie Tomlinson. Dzieci już śpią, proszę trochę ciszej. Zrobiłam kolację. Odgrzać Panie Tomlinson?- zapytała

- Witam Marcy. Nie położę się już. Dziękuję -miałem zamiar już iść ale odwróciłem się i powiedziałem – Aaaa... zapomniałbym jak wróci Pani Tomlinson proszę jej przekazać, że muszę z nią porozmawiać.

- Dobrze Panie Tomlinson- oznajmiła

- Dziękuję. Dobranoc.

- Dobranoc Panie Tomlinson. Opuściłem salon. Wykąpałem się i położyłem spać.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jak czytacie, to proszę zostawiajcie komentarz. Bardzo bym chciała wiedzieć czy podoba wam siemój blog. Mam nadzieję na jak największą ilość komentarzy :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz